Nieopublikowane 2011_ściąganie

7 czerwca 2011

 Hej! Czy ściąganie jest ok?

 

    

            Piszę ten artykuł oczywiście z myślą nie tylko o gimnazjalistach, gdyż problem dotyczy wszystkich uczniów i to w każdym wieku. Zacznijmy jednak od krótkiego przypomnienia: ściągawka jest to swoista pomoc naukowa, najczęściej w postaci małej karteczki zapisanej drobnym druczkiem. Zawiera najczęściej symbole matematyczne lub chemiczne, ale oczywiście nie tylko. Ściągawki bywają zrobione niedbale, na małych często niechlujnych kawałkach papieru, ale można też spotkać prawdziwe dzieła sztuki – wykonane z ogromną starannością i dbałością o formę i szatę graficzną. Patrząc na ten małe dzieła sztuki, zastanawiam się czasem, czy nie warto by stworzyć muzeum ściąg lub co najmniej wystawy… Ściągawki – i te byle jakie i te dopracowane  - znajdują się na ogół w piórnikach, rękawach uczniowskich bluz lub w kilku innych miejscach, których raczej nie powinnam zdradzać. Wszystko zależy od pomysłowości. Jaki jest ich cel? Wiadomo – te mini karteczki ratują nas w wielu sytuacjach, pomagając w uzyskaniu wyższych ocen. Wszystko jasne, więc o czym tak naprawdę jest ten artykuł? Chodzi o zastanowienie się nad istotą zjawiska, jakim jest ściąganie… A to zagadnienie nie jest już tak proste.

            Podczas teoretycznych rozmyślań nasuwa się mnóstwo pytań i wątpliwości, które nie pojawiają się w naszych głowach na co dzień, gdy bez większego zastanowienia robimy ściągę, a potem wyciągamy ja na sprawdzianie. Aby uporządkować natłok myśli, zadałam kilka pytań jednemu z naszych pedagogów – Pani Aleksandrze Moroziewicz – nauczycielowi hiszpańskiego.

O: Co Pani myśli o ściągawkach?

A.M.: Moja polonistka zawsze powtarzała, że ściągawki są ok. Jednak, kiedy był sprawdzian, musiały zostać w domu. Miały służyć po prostu nauce i powtórzeniu materiału. To naprawdę niezły sposób.

O: A czy ściągała Pani kiedyś?

A.M.: Oj…<śmiech> parę razy się zdarzyło, ale wierz mi, nie czułam się z tym dobrze…

O.: Czy to prawda, że nauczyciel korzysta z konspektów? Przecież to też rodzaj ściągawki!

A.M.: Można powiedzieć, że konspekt jest pomocą dla nauczyciela, ale nie ma w tym nic złego. To po prostu element warsztatu pracy. Problem byłby wtedy, gdyby nauczyciel nie umiał

przeprowadzić lekcji bez takiego konspektu, a takie sytuacje chyba się nie zdarzają.

O.: Jeszcze jedno pytanie: Czy jako nauczyciel potępia Pani ściąganie?

A.M.: Uważam, że każdy sprawdzian, czy nawet kartkówka mają na celu zdiagnozowanie postępów ucznia. Mają dostarczać informacji dla samego ucznia i jego nauczyciela na temat tego, co już zostało zrobione, a nad czym należy jeszcze pracować. Bez takiej rzetelnej informacji oszukujemy sami siebie. W końcu przecież nie uczymy się dla ocen… tak przynajmniej powinno być.

            Po rozmowie z przedstawicielami ciała pedagogicznego zadałam kilka podobnych pytań moim kolegom z klasy – Dominikowi i Kajtkowi. Zgodnie stwierdzili, że ściągawki są nieodzowne w sytuacjach awaryjnych. Nie zawsze przecież zdążymy nauczyć się wszystkiego, a szkoda zmarnować sobie oceny z powodu jednego nieprzygotowania do sprawdzianu.

            A co na ten temat największa ściągawka świata – INTERNET? Poczytajmy:

Na uniwersytecie w Sofii - najstarszej bułgarskiej wyższej uczelni - powstaje muzeum... ściągawek - informuje dziennik "Nowinar". Na pomysł wpadł dziekan wydziału historycznego uczelni, prof. Iwan Iłczew, kiedy na tegorocznych egzaminach wstępnych na historię złapano aż 27 ściągających. W dalszym ciągu najbardziej rozpowszechniona jest ściągawka papierowa, zwana po bułgarsku "pisztow" (pistolet) - długi, zwinięty w harmonijkę wąski kawałek papieru. "Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, jak można odczytywać tak drobne literki, którymi napisane są klasyczne ściągawki i ile czasu trzeba, żeby je przygotować" - mówi profesor. W ciągu długoletniej pracy na uniwersytecie prof. Iłczew widział już ściągawki w pończochach, przywiązane gumką kartki, które same wracają do kieszeni, długie teksty napisane na rękach, kartki z najdziwniejszymi kodami, których opanowanie jest trudniejsze od nauczenia się danego przedmiotu. Wraz z postępem techniki, w ostatnich latach do ściągania zaczęto masowo stosować telefony komórkowe i MP3, chociaż jeszcze w latach 70. dokonywano prób dyktowania z pobliskich pomieszczeń - przypomina dziekan. Uważa on, że komórki wykorzystywane podczas nieuczciwego procederu powinny być konfiskowane. W tym roku egzaminatorzy spotkali się z dwiema jednakowo brzmiącymi pracami. Zainteresowanie nimi wzbudziło użyte w obydwu nietypowe słowo. Autorów nie złapano na gorącym uczynku, a uznane za nieważne obydwa opracowania trafią do muzeum.

No proszę, czyli to zjawisko międzynarodowe…  Problem pozostaje więc otwarty… Trudno bowiem jednoznacznie osądzić to zjawisko. Co na przykład z rzeczami, które musimy zaliczyć, a które na pewno nigdy nam się nie przydadzą? Czy nie szkoda energii na ich pamięciowe opanowanie? Ale z drugiej strony, skąd tak naprawdę możemy teraz wiedzieć, jaka wiedza przyda się nam w życiu? A i pamięć należy ćwiczyć, bo -  jak mówi moja polonistka – organ nieużywany ulega degradacji… Pomyślcie o tym podczas robienia następnej ściągawki…

Muszę kończyć, bo wybieram się do lekarza. Hmm, mam nadzieję, że nie ściągał na studiach medycznych…

 

Ola Kwiecień